Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Patrokles... Tutmozis... zostawiam wam wojsko... — zawołał następca. — Odpocznijcie, a ja tu zaraz wrócę...
Spiął konia i pojechał truchtem, grzęznąc w piasku, a za nim ze dwudziestu jezdnych i Pentuer.
— Ty tu poco, proroku? — zapytał go książę. — Prześpij się lepiej... Oddałeś nam dzisiaj ważne usługi...
— Może jeszcze się przydam — odparł Pentuer.
— Ale zostań... rozkazuję ci...
— Najwyższa rada poleciła mi na krok nie odstępować waszej dostojności.
Następca gniewnie otrząsnął się.
— A jeżeli wpadniemy w zasadzkę? — spytał.
— I tam nie opuszczę cię, panie — rzekł kapłan.