Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Bo też ona nie zabiła swego dziecka — odparł gniewnie Mefres.
— Więc kto?...
— Ten, którego widziała służba, kiedy wpadł do domu Sary i w chwilę później uciekł... Ten, który, idąc na nieprzyjaciela, zabrał z sobą fenicką kapłankę Kamę, która splugawiła ołtarz... Ten wreszcie — dokończył z uniesieniem Mefres — który wygnał z domu Sarę i uczynił ją niewolnicą, za to, że jej syn został Żydem...
— Okropne są twoje słowa! — odparł zatrwożony Sem.
— Zbrodnia jest gorszą i, pomimo uporu tej głupiej kobiety, będzie odkrytą.
Ani przypuszczał święty mąż, że bardzo prędko spełni się jego proroctwo.
A stało się to następującym sposobem.
Jeszcze książę Ramzes, wyruszając z wojskiem z Pi-Bast, nie zdążył opuścić pałacu, kiedy naczelnik policji już wiedział o zabiciu dziecka Sary, o ucieczce Kamy i o tem, że służba Sary widziała księcia wchodzącego w nocy do jej domu. Naczelnik policji był człowiek bystry; domyślił się, kto mógł popełnić zbrodnię i, zamiast prowadzić na miejscu śledztwo, popędził za miasto ścigać winnych, uprzedziwszy o tem, co zaszło, Hirama.
I otóż w tym czasie, gdy Mefres usiłował wydobyć zeznanie Sary, najdzielniejsi agenci pi-basteńskiej policji, tudzież wszyscy Fenicjanie, pod przewództwem Hirama, już ścigali Greka Lykona i kapłankę Kamę.
Jakoż trzeciej nocy po wymaszerowaniu księcia, naczelnik policji wrócił do Pi-Bast, prowadząc za sobą dużą, okrytą płótnem klatkę, w której jakaś kobieta krzyczała wniebogłosy. Nie kładąc się spać, naczelnik wezwał oficera, który prowadził śledztwo, i z uwagą wysłuchał jego raportu.
O wschodzie słońca dwaj arcykapłani, Sem i Mefres, tudzież pi-basteński nomarcha otrzymali najpokorniejsze we-