Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ XII.

Po wizycie u Sargona, dwaj święci mężowie, Mefres i Mentezufis, okrywszy się starannie burnusami, wracali zamyśleni do domu.
— Kto wie — rzekł Mentezufis — czy ten pijak Sargon nie ma słuszności co do naszego następcy?...
— W takim razie Istubar będzie miał lepszą słuszność — twardo odpowiedział Mefres.
— Jednak nie uprzedzajmy się. Trzeba pierwej wybadać księcia — odparł Mentezufis.
— Uczyń to, wasza cześć.
Istotnie nazajutrz obaj kapłani, z bardzo poważnemi minami, przyszli do następcy, prosząc go o poufną rozmowę.
— Cóż się stało? — zapytał książę — czy znowu jego dostojność Sargon odbył jakie nocne poselstwo?
— Niestety, nie chodzi nam o Sargona — odparł arcykapłan Mefres. — Ale... między ludem krążą pogłoski, że ty, najdostojniejszy panie, utrzymujesz ścisłe stosunki z niewiernymi Fenicjanami...
Po tych słowach książę zaczął już domyślać się celu wizyty proroków i — krew w nim zakipiała. Lecz jednocześnie ocenił, że jest to początek gry między nim a stanem kapłańskim i, jak przystało na królewskiego syna, opanował się w jednej chwili. Jego twarz przybrała wyraz zaciekawionej naiwności.
— A Fenicjanie to niebezpieczni ludzie, urodzeni wrogowie państwa!... — dodał Mefres.