Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/012

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wódź stworzył, Tym, co wołu jego matce zrobił, który rodzicem jest.“
Chór I. „Ja jestem Tym, który niebo stworzył i tajemnice widnokręgów jego i dusze bogów w nie włożyłem.“
Chór II. „Ja jestem Tym, który gdy oczy otwiera, jasno się robi, a gdy je zamyka, ciemność się staje.“
Chór I. „Wody Nilu płyną, gdy rozkazuje...“
Chór II. „Ale bogowie nie znają jego imienia.“[1]
Głosy, z początku niewyraźne, potężniały tak, że słychać było każde słowo; a gdy zniknął orszak, zaczęły rozpraszać się między kolumnami, słabnąć... Wreszcie umilkły.
— A jednak ci ludzie — pomyślał Ramzes — nietylko jedzą, piją i zbierają bogactwa... Oni naprawdę spełniają służbę, nawet w nocy... Chociaż — co z tego przyjdzie posągowi!...
Książę nieraz widywał posągi bóstw granicznych, obrzucone błotem przez mieszkańców innego nomesu, albo postrzelane z łuków i proc przez żołnierzy cudzoziemskich pułków. Jeżeli bogowie nie obrażają się o zniewagi, niewiele także muszą dbać o modlitwy i procesje.
— Kto zresztą widział bogów!... — rzekł do siebie książę.
Ogrom świątyni, jej niezliczone kolumny, światła, palące się przed posągiem, wszystko to pociągało Ramzesa. Chciał rozejrzeć się w tym tajemniczym bezmiarze i poszedł naprzód.
Wtem zdało mu się, że ztyłu głowy delikatnie dotknęła go jakaś ręka... Obejrzał się... Nie było nikogo, więc szedł dalej.
Tym razem jakieś dwie ręce schwyciły go za głowę, a trzecia, duża, oparła się na plecach...
— Kto tu jest?... — zawołał książę i rzucił się między kolumny.

Lecz potknął się i omal nie upadł: coś schwyciło go za nogi.

  1. autentyczne.