Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Oby żył wiecznie!... — odezwało się kilka głosów z ogrodu.
— Jego dostojność — mówił znowu głos pojedyńczy — zasyła pozdrowienia najpiękniejszej róży z pod Libanu!
Gdy umilkł, rozległ się dźwięk arfy i fletu.
— To muzyka!... — zawołała Tafet, klaszcząc w ręce. — Będziemy obchodzili szabas przy muzyce...
Sara i jej ojciec, z początku przerażeni, zaczęli się śmiać i zasiedli do stołu.
— Niech sobie grają — rzekł Gedeon — nie zepsuje nam apetytu ich muzyka.
Flet i arfa odegrały zwrotkę, po której odezwał się głos tenorowy, śpiewając:
— Jesteś piękniejsza od wszystkich dziewcząt, jakie przeglądają się w wodach Nilu. Włosy twoje czarniejsze od piór kruka, oczy spoglądają łagodniej od oczu łani, która tęskni po swoim koziołku. Wzrost twój jest jako wzrost palmy, a lotus zazdrości tobie wdzięku. Piersi twoje są jak winne grona, których sokiem upajają się królowie...
Znowu odezwał się flet i arfa, a po nich pieśń:
„Przyjdź i spocznij w ogrodzie. Służba, która do ciebie należy, przyniesie liczne naczynia i piwa wszelkich gatunków. Przyjdź, uświęcimy noc dzisiejszą i świt, który po niej nastąpi. W moim cieniu, w cieniu figi, rodzącej słodkie owoce, twój kochanek spocznie po twojej prawicy; a ty go upoisz i powolną będziesz wszelkim jego żądaniom...“
Flet i arfa — po nich znowu śpiew:
„Ja jestem milczącego umysłu, nigdy nie mówię, co widzę, i słodyczy moich owoców nie psuję czczem paplaniem...“[1]



  1. autentyczne.