Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szy swego chlebodawcę, szepnął mu do ucha z miną bardzo uroczystą:
— Zrobiłem wrażenie, co?
W tej chwili z za parawanu, pomalowanego w japońskie figury, odezwały się uroczyste dźwięki poloneza, wykonanego dość zgodnie przez flet, trąbkę, skrzypce i basetlę.
Żabicki podał rękę najstarszej wiekiem księgarzowej Bursztynowiczowej, garbarz Donerstag pani Kukalskiej, i sznur obejmujący przeszło pięćdziesiąt par posunął się dokoła sali.
Niestosownie ubrany reporter i poeta, któremu poczucie osobistej godności nie pozwalało tańcować, ze zdziwieniem zauważył, że każda z dam, przechodzących obok japońskiego parawana, zasłaniała twarz chustką. Uspokoił się jednak, pomyślawszy, że to była figura poloneza. Lecz tańczący z panną Pieprzkowską Goldcwejg innego był zdania, zwróciwszy się bowiem do Scyzorskiego, rzekł półgłosem:
— Za tym parawanem muszą być moi współwyznawcy, czuję bowiem cebulę.
Szary koniec wybuchnął śmiechem.
Polonez ukończył się nadspodziewanie prędko, a zaczerwieniony z gniewu Żabicki pobiegł do parawana, wołając:
— Co wy tu wyrabiacie, hultaje?!
— To nic, proszę jaśnie pana — odpowiedział trębacz — tylko mnie się trochę jeść zachciało i dobyłem z kieszeni śledzia. Alem go nawet nie skosztował, na moje sumienie!
Drobny ten wypadek nie zepsuł jednak zabawy. Dzięki energji Żabickiego i Bąkalskiego, obie grupy, wiejska i miejska, poczęły się zlewać.
— Panie Alfonsie — mówił do Gęgalskiego korespondent — wejdź-no pan do mieszczańskiego kółka, potańcuj z naszemi paniami!... Cóżto, przecież pan jesteś arystokratą liberalnym.
— Liberalny, słowo honoru! zgadłeś pan — odparł Fon-