Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech pan tak nie siada — ostrzegł go maszynista od karuzeli — bo można zlecić!...
— Panie Karolu! — powtórzyła przestrogę ponętna Mania — niech pan dobrze usiądzie...
— Ruszaj! — zakomenderował mężny Karol. — O pani! — dodał — czy mógłbym na jedną chwilę wyrzec się...
Nim dokończył, machina weszła w ruch, i w tej samej chwili ładne wąsiki pana Karola zetknęły się z ogonem bułanego konia, nogi młodzieńca zakreśliły w powietrzu bardzo wdzięczną linją krzywą, a cała postać naszego bohatera znalazła się na ziemi z obliczem, zwróconem ku najwyższemu punktowi na sklepieniu niebieskiem.
W tej pozycji pan Karol dostrzegł szybko przelatujące nad nim węgierskie buciki panny Marji, potem obcasy pana Radcy, dalej trzewiki dwu panienek, później kamasze jakiegoś obywatela, a następnie kilka rozmaitych sztuk wszelkiego innego obuwia.
Na krzyk dam, karuzelę zatrzymano, a zręczny pan Karol, powstając, jakby nigdy nic nie zaszło, uchwycił w pośpiechu za nogę jakąś pensjonarkę, zawadził głową o jednego z czterech koni, i z najpiękniejszym uśmiechem odszukawszy swój wentylacyjny kapelusz, rozkazał się wytrzepać parobkowi. W kilka minut po tym drobnym wypadku, który dziwnie przyczynił się do podniesienia poziomu ogólnej wesołości, znajomi nasi siedzieli już w przezroczystej altanie. Radca obstalował kaczki, a elegancki Karol od kwestji kaczek bardzo szczęśliwie przeszedł do kwestji dwu serc sympatyzujących ze sobą.
— Mój Boże! — przerwała mu panna Marja — już prawie słońce zachodzi, a Adolfa niema jeszcze... Przecież bez niego nie będziemy jeść podwieczorka?
— A to dlaczego? — odparł bardzo stanowczo Radca, widocznie czujący pewną słabość do kaczek. — Jeżeli lepiej bawi się z przyjacielem, niż z nami, no... to niechże się bawi!...