Strona:PL Bolesław Leśmian-Napój cienisty.djvu/101

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    I ginąc od nadmiaru mgły w czujnem objęciu
    Wpośród złotawych przyćmień i błękitnych zadym, —
    Skonał wreszcie — posłuszny temu wniebowzięciu,
    Które przez sen zawdzięczał — fioletom bladym.

    Czas się włóczył po drzewach. Noc przyszła — żałobna.
    Cienie wszystkich umarłych — ubożuchno szare —
    Pochowały Śnigrobka na wieczną niewiarę —
    We wszystkich grobach naraz i w każdym — zosobna.

    Mgła mu w trumnę skrzystego nawrzucała nieba,
    A wszechświat, co już stał się czemś w rodzaju mitu, —
    Ożywiony pogrzebem — pomyślał, że trzeba
    Zmienić cel nieistnienia i miejsce — niebytu.

    Więc — choć ktoś go do mgławic i dróg mlecznych przykuł, —
    On, wstrząsając łańcuchy przeznaczeń bez treści, —
    Śnił, że w drogę wyrusza, jak rdzawy wehikuł,
    Zbłąkany w złotem wnętrzu zamierzchłej powieści.