Strona:PL Bolesław Leśmian-Dziejba leśna.djvu/069

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    SEN WIEJSKI


    Śni mi się czasem wieś, którą wbrew losom
    Wysiłkiem marzeń przymuszam do trwania,
    Czując, jak przymus co chwila jej wzbrania
    Zniknąć, gdy właśnie zmyślonym niebiosom,
    Oczyma ledwo naznaczyłem w próżni
    Miejsce spotkania snu mego z błękitem.
    Drzewa mię nęcą naocznym rozkwitem —
    Czasem się tylko jakiś liść opóźni
    Lub gałąź, nie tak zjawiona, przez szpary
    Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary...
    A zresztą — wieczór żmudny, nieustanny,
    Z pola znużone wracają dziewczęta,
    Wadząc spódnicą o złote dziewanny,
    O których sen mój, że śnią się, pamięta.
    A kroki dziewcząt — uparte, bezgłośne
    I jednoczesne i dziwnie nieznośne,
    Jakby szły poto, by mi tylko dowieść,
    Że idą, dbałe o pył, co się zrywa
    Z pod stóp ku zorzy. I, jak we śnie bywa,
    Gdy życie wkracza we własną opowieść,
    Wiem o nich wszystko... A one mą wiedzę
    Zgadują nawskroś, że nie ta i pusta,
    I dalej idą, wypełniając miedzę
    I umiejętnie rozchylając usta