Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
117
Cyrulik sewilski

śliwym; otóż, mojem zdaniem, zaślubić kobietę wbrew jej skłonności, znaczy, narażać się...
BARTOLO. Obawiałbyś się wypadeczku?
BAZYLJO. He, he, kochany doktorze, wielki na nie urodzaj w tym roku. Wolałbym nie zadawać gwałtu młodemu serduszku.
BARTOLO. Uniżony sługa, mój Bazylciu. Wolę, z dwojga złego, aby ona płakała że mnie ma, niż żebym ja umarł z tego że jej nie mam.
BAZYLJO. A, chodzi o życie! Żeń się tedy, doktorze, żeń się.
BARTOLO. Tak też uczynię, i jeszcze tej nocy.
BAZYLJO. Dowidzenia zatem. Pamiętaj tylko, mówiąc z Rozyną, uczernić ich wszystkich gorzej djabłów.
BARTOLO. Masz słuszność.
BAZYLJO. Oszczerstwo, doktorze, tylko oszczerstwo. Zawsze trzeba skończyć na tem jednem.
BARTOLO. Oto list Rozyny: oddał mi go ten Alonzo, i wskazał mimowoli, jak go należy użyć.
BAZYLJO. Dowidzenia: będziemy tu wszyscy o czwartej.
BARTOLO. Czemu nie wcześniej?
BAZYLJO. Niepodobna; rejent zajęty.
BARTOLO. Małżeństwo?
BAZYLJO. Tak; u cyrulika Figaro; wydaje zamąż bratanicę.
BARTOLO. Bratanicę? Nie ma żadnej.
BAZYLJO. Tak powiedziano rejentowi.
BARTOLO. Hultaj należy do spisku; cóż u djaska!
BAZYLJO. Czyżbyś pan myślał?...
BARTOLO. Na honor, ci ludzie są tak obrotni! Tak, przyjacielu, nie jestem spokojny. Wracaj do rejenta i sprowadź go natychmiast.
BAZYLJO. Deszcz leje, czas w istocie djabelski, ale nic mnie nie wstrzyma, gdy chodzi o to by panu usłużyć. Co pan robi?
BARTOLO. Odprowadzam cię; czyż nie ochwacili mi całej służby rękami tego przeklętego Figara! Jestem sam.