Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
87
Cyrulik sewilski
Scena XIV
ROZYNA, HRABIA, BARTOLO.

ROZYNA, wbiega. Panie żołnierzu, niech się pan nie unosi, przez litość! (do Bartola). Mów pan doń łagodnie, doktorze: toż on jest niepoczytalny.
HRABIA. Masz słuszność: niepoczytalny: ale my zato jesteśmy poczytalni, nieprawdaż? Ty ładna, ja składny... słowem... wystarczy... Faktem jest, iż nie chcę mieć w tym domu z nikim do czynienia, prócz z tobą.
ROZYNA. Co mogę uczynić do pańskich usług, panie żołnierzu?
HRABIA. Drobnostkę, moje dziecko. Ale, jeśli słowa moje będą brzmieć nieco ciemno...
ROZYNA. Postaram się uchwycić ich ducha.
HRABIA, pokazując list. Nie, trzeba brać dosłownie, dosłownie. Chodzi poprostu... to jest, mam na myśli... zrozum to jak najlepiej, najprzyzwoiciej; trzeba mnie przyjąć na noc dziś wieczór.
BARTOLO. Tylko tyle.
HRABIA. Tylko. Przeczytaj pan słodki bilecik, jaki wystosował do pana nasz kwatermistrz.
BARTOLO. Zobaczmyż. (Hrabia chowa list i podaje inny papier. — Bartolo czyta). „Doktór Bartolo da pomieszczenie, życie, gościnę, nocleg...
HRABIA, z naciskiem. Nocleg.
BARTOLO. Na jedną noc tylko, pomienionemu Lindorowi, z przydomkiem Szkolarz, kawalerzyście pułku...“
ROZYNA. To on, to on!
BARTOLO, żywo do Rozyny. Co takiego?
HRABIA. I cóż, ma pan co do zarzucenia, doktorze Barbaro?
BARTOLO. Myślałby ktoś, że temu człowiekowi sprawia przyjemność kaleczyć moje nazwisko na wszelkie sposoby; idźże do