Strona:PL Bełza Władysław - Dla dzieci.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nieraz, gdy noc padnie głucha,
A wiatr w zeschły liść szeleści,
Grono prządek trwożnie słucha,
Czarodziejskiej opowieści.

Na odźwierku blask łuczywa,
Fantastyczno rzuca cienie,
A staruszka, matka siwa,
Budzi dawnych lat wspomnienie.

I gdy rąbek ich odsłania,
To jak wróżka kiedy wieści:
Taka moc w niej przekonania,
Taka siła w jej powieści...

Coraz wolniej mkną wrzeciona,
Coraz ciszej w gwarnym chórze,
Dziatwa słucha rozmarzona,
Baśni o zaklętej górze.


*

Wieki płyną — jak w tej stronie,
Nie za ludzkiej już pamięci,
W tajemniczem góry łonie
Wojownicy spią zaklęci...[1]

Skąd tu przyszli, kiedy, poco?
Próżno pytać wieści głuchéj,
Dość, że nieraz ciemną nocą,
W długim szlaku mkną tu duchy...

Nieraz słychać tu chrzęst broni,
Przytłumiony gwar człowieczy,
Brzęk ostrogi, rżenie koni
I ostrzenie stalnych mieczy.


  1. O zaklętych rycerzach w Karpatach, słyszałem na miejscu legendę z ust górali.