Strona:PL Bełza Władysław - Dla dzieci.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Idą wielcy ci rycerze,
Niosąc lauru liść na skroni:
Bolesławy, Kazimierze,
Dwaj Zygmunci Jagielloni.

Niegdyś miecz ich z błyskawicy,
Grzmiał po krańcach ich dziedziny;
Tronem był im szczyt Łomnicy,
A podnóżem Bałtyk siny...

Po Czarnego morza piany,
Nieśli berło namiestnicze,
A u stóp im jak brytany,
Legły kraje hołdownicze!

Niegdyś oni Polsce klęli
Wolność świętą... O! ohydo!
Dziś po wiekach, starce bieli,
Nad ojczyzną płakać idą...


*

Nad omszałym grobu głazem,
Z grzmotem wielkim pęka płyta,
I mąż cały za żelazem,
Stróż Wawelu — wstaje Kmita.[1]

Echo dalej grzmot podaje,
Bije w kratę mogił rdzawą:
Jan Tarnowski z grobu wstaje
I potrząsa swą buławą.

Na to hasło, do swych znamion,
Wstają z mogił czujne straże,
Skrzydła wieją im u ramion:
Ach to nasi są husarze!


  1. Przy wejściu do katedry na Wawelu, jakby na straży, znajduje się po prawej ręce pomnik grobowy Piotra Kmity, wojewody krakowskiego, zmarłego 1553 r. — Piotr Kmita »szerokiej Polski strażnica«, — jak go nazywa Wasilewski, — był ostatnim potomkiem tego znakomitego rodu.