Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale że Tonia była troszkę przekorna, jak wszystkie dziewczynki, więc zaśmiała się na to, mówiąc:
— Ależ Piotrusiu, jabym się bardzo cieszyła, gdybym była podobna do gniazdka. I wiesz co ci powiem, wprawdzie im nie oddam mego futerka, ale za to pozwolę im na sobie budować gniazdka. Pomyśl, jakby to było ślicznie, gdyby mi tu na karczku ulepiły gniazdko, pełne maleńkich pstrokatych jajek. Nie, toby było bajecznie!
Ale kiedy Piotruś przywiódł ją nad brzeg Wężowego jeziora, Tonia spojrzała na niego lękliwie: — Ale ja będę często, bardzo często widywać moją mamusię, prawda Piotrusiu? Przecież ja nie na zawsze się z nią żegnam, bo na to nie zgodziłabym się nigdy.
— Nie, nie — odpowiedział Piotruś, ale w głębi serca czuł, że Tonia odjedzie na zawsze. Wiedział, że uczciwość nakazuje powiedzieć Toni prawdę, ale obawa, że Tonia porzuci go i powróci do domu, zamykała mu usta. Piotruś czuł, że kocha ją tak mocno, że żyć-by bez niej nie był w stanie.
— Zapomni o matce i będzie szczęśliwa ze mną! — mówił sobie w duchu i raz po raz dawał jej naparstki i naglił do pośpiechu.
Już Tonia z okrzykiem zachwytu, który jej wy-