Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i uciekać i wydawało jej się, że biegnie jeszcze, pomimo że już od dobrej chwili bez sił osunęła się na ziemię i zapadła w głęboki sen. Zimne płatki śnieżne opadały na jej buzię i rączki, a Toni się zdawało, że to mamusia słodkimi pocałunkami usypia swoją córeczkę. A gdy śnieg grubą warstwą przykrył ją po szyję, Tonia myślała, że to jej kołderka i gdyby nie to, że jej się ruszyć nie chciało, byłaby pewnie spróbowała naciągnąć ją na główkę, jak to zwykle czynił Jaś. A potem — gdy przez sen usłyszała szmer przyciszonych głosów, marzyło jej się, że mama przyprowadziła ojca do dziecinnego pokoju, żeby mu pokazać uśpioną w łóżeczku pieszczotkę. Ale naprawdę to elfy, a nie ojciec i mama, szeptały i chodziły dokoła Toni.
Na szczęście, elfom odeszła już ochota mścić się na biednem dziecku za przerwaną zabawę. W pierwszej chwili chciały biedz za nią i darły się na całe gardło: „Śmierć jej! śmierć“, ale zaledwie Tonia znikła im z oczu, zaczęły się sprzeczać, kto ma maszerować na przedzie. W czasie ich kłótni królewiczowa Czarnobrewka rzuciła się do nóg królowej, błagając o darowanie życia Toni.
Każda panna młoda ma prawo do wypowiedzenia jednego życzenia, ale królowa odmówiła stanow-