Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dem pobiegła ku pałacowi królowej elfów, licząc, że uda jej się wypatrzyć z którego kątka nieszczęsnych pokutników.
Bez trudu odnalazła drogę, wiodącą do placu zabawy elfów, bo elfy zaznaczają plac ten szerokiem kołem ze wstążki. Ścieżki wiodące do pałacu, wyścielają również wstążkami, bo dbają bardzo o to, żeby goście nie przemoczyli obuwia. Dziś wszystkie ścieżki wysłane były wstążkami czerwonemi — a kolor ten odbijał ślicznie na niepokalanej bieli śniegu.
Tonia biegła czas dłuższy, nie mogąc nigdzie wypatrzyć żadnego elfa, gdy raptem na jednej ze ścieżek ukazał się cały orszak. Elfy szły ku niej, tak jakby już opuściły pałac królewski. Tonia spiesznie przykucnęła na śniegu, a ramionka podniosła w górę, udając, że jest krzesłem ogrodowem. Orszak przesunął się tuż koło niej. Przodem jechało sześciu rycerzy na koniach, za nimi postępowała piękna dama, której długi tren niosło dwóch zgrabnych pazików. Na trenie tym spoczywało niby w kolebce, cudnej urody dziewczątko — w ten bowiem sposób, podróżują u elfów księżniczki krwi. Szatki księżniczki tkane były ze złota, ale najpiękniej ze wszystkiego wyglądała jej szyja błękitna, od której stokroć piękniej, niż od białej szyi, odbijał wspaniały naszyjnik