Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gnawszy się wpierw ze swoim przyjacielem Salomą. „I takbym chciał bodaj raz jeszcze pożeglować na Wężowem jeziorze w mojej kochanej łódeczce — szepnął śpiącej matce do ucha. — I takbym jeszcze chciał opowiedzieć moje przygody ptaszkom z „Ptasiej wyspy“ — dodał pieszczotliwie. — Ale przyrzekam ci mamo, że wrócę do ciebie napewno — zakończył uroczyście i wyleciał przez okno. Dwa razy jeszcze wracał z gzymsu okiennego, chcąc ucałować matkę na pożegnanie. Ale zaraz przyszło mu na myśl, że radość może przebudzić jego mamę, więc wygrał jej tylko kilka pocałunków na fujarce i poleciał do Parku leśnego.
Wiele nocy i wiele miesięcy upłynęło, zanim Piotruś się zdecydował poprosić elfy o spełnienie drugiego życzenia. Sam nie wiem dlaczego tak długo z tem zwlekał. Może dlatego, że musiał oddać mnóstwo pożegnalnych wizyt i nietylko wszystkim swoim przyjaciołom, ale i wszystkim ulubionym trawnikom i placom. Potem odbył dużo przedostatnich, ostatnich i najostatniejszych podróży w swoim stateczku. A wreszcie nie spieszyło mu się tak bardzo znowu, bo matki gotowe są zawsze czekać na swoje dzieci. Kiedy się raz z tem wyrwał wobec Salomy, kruk rozgniewał się bardzo, bo takie zdanie mogło za-