Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że prowadzi silną ręką, Lotha chce ocalić,
Gdyż przed nami gasnął płomień, miast nas żywcem palić.
Przybiegamy. Loth w drzwi stuka. Darmo! Wszystkie wrota
Wrzeciądzami umocnione, — próżno się szamota
Z niemi starzec. W oknach wszystkich miga miotła złota.

— „Dzieci moje, dzieci moje“ woła Loth Bóg z nami!“
Cisza — tylko cyprys w sadzie szumi gałęziami,
A wiatr niesie wrzawy echo, pędząc ulicami.

Zbliżał się już ku końcowi swemu sąd ten Boży.
Świst wichury z nawałnicą strach dokoła mnoży,
Jęczy ziemia, niebo błyska, zda się na cię godzi
Sto żywiołów, każda belka, każdy dach zawodzi.
Ojciec on, a ja kochanek — w smutku i bojaźni,
Gdy się pławi wszystko wokół w tej ognistej łaźni,
Stoim niemi i bezsilni — widze strasznej kaźni.