Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy to mówił, znów zagrzmiało, deszcz ognisty padał.
Już się chwieją w swych podstawach granitowe bogi.
Szumi wicher rozszalały podczas naszej drogi,
Słyszym jęki, łkania, płacze, jakiś śmiech złowrogi.

— „Ocal nas, zwiastunie Boga! pomnij na me dzieci!“

Woła starzec. Idziem śpiesznie. Popiół z góry leci: —
Droga żarem przesycona parzy pod stopami,
Ciała ludzkie, krwią zbroczone, leżą wszerz stosami...
Nagłe domów i pałaców ściany się zachwiały,
Spadające, wichrem gnane, blachy zadźwięczały;
Niebo wokół rozrzucało swe ogniste strzały.

Tłum za tłumem pierzchających w straszną otchłań wpada,
Którą ziemia otworzyła. Mnogie sępów stada
Skrzydły biją, wilcy wyją w polu za bramami,
Mimo wszystko ja wierzyłem, że Wszechmocny z nami,