Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zwolniła kroku, — na trawy kobiercu
Legła, — podnosząc głowę, z trwogą w sercu
Do Venus, wszystkich matki, prośbę wznosi:
— „Słodko, jak żyłam, daj mi umrzeć“, prosi.
Lecz nie oddawaj na Satyra chuci!“
Pan podbiegł szybko i ku niej się rzuci...
Lecz wtem się cofa, patrzy, — przed oczami
Pień wierzby stoi, trzęsąc gałęziami.
Zda się, że szydzi z niego ktoś ze śmiechem.
Gniew w Panu zawrzał, skoczy wnet z pośpiechem
I pręt wycina. Wodzi po wierzbinie
Palcami, wreszcie dobył tonów fletni,
Pieśń ta po rosie, w cichy wieczór letni,
Echem tryumfu, w dal i żalu płynie.
— „Żadna mnie z tobą nie rozłączy siła“.
Jam cię zwyciężył, chęć się ma ziściła
Gdy memi usty, z ust twych słodycz piją!“
Tak Syrinx w fletni nieśmiertelnie żyje.

Jarosław Vrchlicky.