Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że wicher wyje jako wilków stada,
Że piorun w morze za piorunem wpada
Że grzmi, jak gdyby wzywano na sądy,
Że śmiech szyderczy niosą morza prądy.

Boże! bądź z tymi co giną wśród nocy!

Nagle wichura drzwiami z całej mocy
Janowej chaty zatrzęsła i zda się
Ryczy: — Latarni oko, patrz, w tym czasie
Zagłady, — ślepe. Wstań, ty sługo dbały!
No — śpiesz się! fale biją wciąż o skały,
Miotając o nie okręt raz po razu,
Nie dziw, gdyż morze nie ma drogowskazu!

Jan jak piorunem rażon, z łoża skoczył,
Zdrętwiał na widok, który nagle zoczył.
Wspomniał, że światła w wieczór nie rozświecił,
Strach grozę następstw w sercu mu rozniecił,
Pędzi ku wieży. — Boże co za zmiana:
Błyszczy jak we dnie nawskroś morska, piana,
Jako na dłoni fal widnieją wały.
Widnieją wokół strome, nagie skały,