Strona:PL Artur Oppman - Legendy warszawskie.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

wstał, obciągnął swoją czarną szatę, co mu się pofałdowała na ciele, i spytał:
— A czego to waćpaństwo życzycie sobie ode mnie?
Tedy Ostrożyna z płaczem a narzekaniem wielkiem opowiedziała całą sprawę, a gdy skończyła i chlipiąc błagać poczęła o pomoc i ratunek, dominus Hermenegildus Fabula tak rzecze:
— Wiem ci ja dobrze, co było przyczyną zaguby waszmość państwa dziatek, bom właśnie w tej księdze o podobnych przypadkach traktat wertował. Oto, ani mniej, ani więcej, tylko stwór najniebezpieczniejszy i najszkodliwszy na ziemi, który się zwie: bazyliszek.
— Bazyliszek? — zakrzyknęli w popłochu Strubicz, Ostroga i Ostrożyna — bazyliszek! Tedy już nadaremne wszystkie trudy i starania nasze!
— Z trwogi waszej wnoszę, iż waćpaństwu wiadoma jest natura owego zwierza i to, iż on wzrokiem swoim wszelkie żyjące stworzenia zabija. Alić Bóg jest wielki i nadziei do ostatka tracić człekowi wierzącemu nie wolno. A choćby wreszcie i pomarły już dziateczki wasze, toć trzeba je wydobyć z piwnicy, aby przecie pogrzeb chrześcijański mieć mogły; bazyliszka zasię ubić należy koniecznie, boć niejedna jeszcze ofiara od ślepiów jego zabójczych na śmierć pewną pójdzie, ani chybi! Póki ta bestja przeklęta żywie, Warszawa spokojności nie zazna!
— Jakże to uczynić, mężu uczony? — zapyta Strubicz.
— Jakże to uczynić? Jakże to uczynić? — zawołają Ostroga i Ostrożyna.
— Jest sposób — odpowie Hermenegildus Fabula — jest taki sposób, jeno tak trudny i niebezpieczny, że nie wiem,