Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swe kroki ku kaplicy, gdzie Alfons swą miłość uroczystą stwierdził przysięgą, i na zwaliskach kaplicy stał nagrobek. Serce owdowiałej głęboko przy tym wzruszyło się widoku, łzy cisnęły się do oczu, sama zaś zrywając kwiatki rzucała je na pomnik, i odeszła pogrążona w smutku, do małej doliny, na której w pierwszych dniach swojego zamęzcia szczęśliwe spędzała chwile.
Gdy jeszcze Julia dzieckiem była, mnóstwo drzew cienistych zdobiło tę dolinę, kwiaty oddychały wonią, trawa bujała, a ściśle spojone serca zastanawiały się nad dziełami stwórcy. Teraz zniknęły drzewa, powiędniały kwiaty, a trawę powarzyły słońca promienie. „Ach!“ rzekła „to tak powabne miejsce pustynią się stało. Oto jest obraz życia ludzkiego! Gdy czas uczucia miłości zniszczył, gdy w nas najsłodsza obumarła tęsknota, czemże jest natenczas życie nasze?“
Idąc dalej do brzozowego lasku, ujrzała na czterech słupach okrągłą kaplicę, na której te były słowa: „Poświęcona uciechom czetrdziestoletnim“. Julia zbliżyła się, lecz daremnie szukała między obrazami obrazu miłości. „Jeżeli miłość nie łączy się z ukontentowaniem (rzekła), ktoż może poświęcić się radości bez zarumienienia lica swego?“