Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Tyś dla mnie zeszła Mario! i w brzasku mych myśli,
Swietną drogę twe światło ku niebiosom kryśli;
„O! szczęśliw, pyszny, wdzięczny, że w zalotnem gronie,        505
„Czułość na mnie z ufnością śliczne sparła dłonie!
„O! błogi, że w twem sercu przez mokre źrenice,
„Życia, czucia, aniołów czytał tajemnice!
„Lecz czemuż ta mgła smutku, której ciężkiem tchnieniem
„Ja oddychał, i ciebie okryła swym cieniem?        510
„Czemuż we mnie tarń życia kolcami nie wrośnie?
„Tobie mdłym pachnąć kwiatem w krótkiej swojej wiośnie!
„I mnie wydarli wszystko, i więcej niż tobie,
„Ty do nieba należysz; ja się błąkał w grobie,
„A czarnem pędzon widmem, gdym jasność postradał,        515
„Byłbym świętym przedmiotom srogie ciosy zadał.
„Bo z panem wojewodą nie służy żartować,
„I raz dobywszy miecza, już go nie trza chować;
„Toby się ojców zamek był kurzył szeroko,
„I niejeden pokrewny oblewał posoką;        520
„Toby w sercu osiadły ten dym i ich cienie —
„Alebym Marii dopadł przez krew i płomienie!