Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Nie zawarła tych związków z swych matron orszakiem,
„Nigdyby w moje kopce wróg się nie mógł schować,
„Anibym jego złości dozwolił grasować.
„Bo cożto ja zastałem? żonę zmiotła kosa,
„A córę, szczep jedyny, z łez polewa rosa.        350
„Dla starej karabeli zbytto wielkie dziwy,
„Znosić tak ciężkie razy, los tak obelżywy.
„Alboż choć raz do serca me dziecię przytulił?
„Alboż młodością, wdziękiem, choć raz się rozczulił?
„Nie! od domu, imienia, ze wzgardą odgania;        355
„I teraz w Rzymie szuka ślubów rozwiązania.
„O! co tak to najlepiej! i mnie to rozwiąże,
„Wysunie raźna młodzież, i ja za nią zdążę;
„Choć może mniejsi w liczbie, boga w pomoc wezwą,
„To w końcu tej tam waśni dzwony się odezwą!“        360
Otarł znużone czoło, czapkę głębiej wmiesił,
Kiwnął ręką, i głowę czarnym myślom zwiesił.

XIII.

Za wrotami koń grzebie, a we wsi psów wrzawa;
Skądto kozak przypędził ze taka kurzawa?
I zsiada, i na płocie cugle zarzuciwszy,        365
Wchodzi w duży dziedziniec, wąsa poprawiwszy.
Na ogorzałej twarzy ostrych chwil wspomnienie,