Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wołając — nie wiem kogo! — o niebiany,
Patrzcie, jak duch mój od tej męki chory.
Płakać nie umiem — wewnątrz rozpłakany,
Jak ten, co wszystkie przepłakał wieczory,
I od boleści skamieniał na wieki...
O, choćby jeden drobny błysk daleki!

I przybiegł Anioł jeden nie wzywany,
Co nad otchłanią czuwających słucha,
Duch niewidzialny, a choć niewidziany,
Czułem to pewnie, że był z króla ducha,
A blask miał większy nad inne niebiany,
Iż była wielka świateł zawierucha,
I Masynisę strzałem błyskawicy
Olśniła nagle na mej czatownicy.

Jam jest! — wołało słoneczne zjawienie,
Jam jest! — dzwoniło po przez czarne chmury,
Jam jest! — tryskały świetlane strumienie,
Jam jest! — śpiewała cała treść natury,
Słońca i gwiazdy, tęcze i promienie,
Morza szerokie i lasy i góry,
Jakby echowym Boga manifestem
Wołały: jestem!

Wiedeń, w grudniu 1900.