Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szły, gdzie im jutrznia promieniała krwawa,
I niby w bóstwo wierzyły w jej cudy.
Skroniom ich złota przyświecała sława,
Dla jutra straszne przenosili trudy,
Nowe dni orząc śród ruin i zgliszczy,
Ufni, że tworzy, kto stary świat niszczy.

Lecz jam to dzieło ujął swą obręczą,
Moje a twoje — szepcąc im do ucha.
Wszystko wnet nicią stało się pajęczą,
Tylko te słowa miały pełnię ducha.
I od nich dotąd wszystkie serca jęczą,
I od nich nowa idzie zawierucha,
I od nich nowe, niewiadome trwogi,
Nieznane ognie i nieznane bogi.

Nad mogiłami zmarłych bohaterów
Stanęły kupców przezornych fabryki:
Co słońca blaski zbierali z eterów,
Na drutach słali myśl do Ameryki;
Lody z biegunów i lawę z wulkanów
Zmieniali w złoto, jak czarnoksiężniki,
I panowali nad ziemią dokoła,
Mędrcy przed nimi uchylili czoła.

A dla tych wiarą stało się żelazo,
Bo przez nie chcieli przełamać żywioły,
Trawili kruszce ogniem i zarazą
Kwasów zdradzieckich. Codzień setne woły