Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bo duch człowieczy jest niezmienną nocą
I kocha własnej nocy swej hebany.
Z rzadka w tym mroku światełka migocą,
Od mroku słabnie każdy błysk świetlany.
Bo myśl promienna jest gwiazdą sierocą,
Dla niej są pustyń samotnych Libany;
A choć niejeden czerpie z jej nauki,
Nie są to dzieci jej, ale bastruki.

Spójrz poza siebie na ostatnią zorzę,
Co się zdawała zapowiadać wiosnę;
Jakie w niej były wielkie ognie Boże,
Jakie z niej hasła szły dalekonośne,
Jakie w niej pieśni grzmiały przy toporze,
Jakie nadzieje szumiały radosne,
Jakie męczeństwa znosiły te duchy
Śród piorunowej czasów zawieruchy.

Jam owe duchy ogarnął swym szałem,
Jam pozapalał ogniste pożary,
I uczyniłem bieg słów krwawem ciałem,
Przepiekielniłem wszystkie jasne mary,
Ze światła mroki potworne wywiałem,
I zbrodni dałem do ręki sztandary,
By — przez skrwawione noże gilotyny —
Wiodła człowieka do nowej godziny.

A to się zwało deklaracyą prawa,
Światłem, wolnością i życiem... I ludy