Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVIII


Czasami roję, że w złotej godzinie,
Gdy nieświadomie duch się rwie na bory —
Pójdę, jak senny, po jakiejś ścieżynie
Pomiędzy klony, pomiędzy jawory —

W nieznany pójdę bór jakiś zaklęty,
Którego drzewa, ozłocone słońcem,
Rozśpiewanemi wciąż dzwonią ptaszęty,
Gdzie łąki kwiatów barwią się tysiącem;

Gdzie śród zapachu ziemi i żywicy,
Jakieś powiewy przebiegają tajne;
Gdzie wszystko pełne dziwnej tajemnicy,
Gdzie wszystko nowe, inne, niezwyczajne.

Pójdę — i oto leśnych ptaków szczebiot
Hymnem nadziei troski me powita:
A na murawach, z konwalii i z lebiod,
Jakiś aromat szczęścia mi zaświta.

Szeptem aniołów cały rozszeptany,
Wróżyć mi pocznie stary bór zaklęty;
Niespodziewany i oczekiwany
Cud się tu stanie jakiś niepojęty.