Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rak ten mężowi pani truje wszelką radość.
Przeżera jego ciało, nadaje mu bladość —-
A nędza, którą widzę, głód i ciągłe troski
Do głębi przenikają mu ciało. Cud boski
Jedynie Antoniego uratować może.
Niech pani będzie mężną.


ZOFJA

O Boże, mój Boże,
Daj mi siły.


DOKTÓR

O spokój proszę niezachwiejny,
Bo, mówię, męża twego stan jest beznadziejny.
Choć mi przykro, że takiej wieści jej udzielę —
Antoniemu już życia zostało niewiele.


ZOFJA

Boże! Jakżem złamana, ach, jakżem złamana.


DOKTÓR

Droga pani, na wszystko bądź przygotowana.

(Doktór daje niejako znak Załuskiemu, że już rozmowę
skończył. — Załuski podchodzi ku nim)


ZAŁUSKI

Doktorze! właśnie słyszę tutaj wielkie dziwy
O prądach magnetycznych. I byłbym szczęśliwy,
Gdyby mi pani chciała pokazać te cuda.


ZOFJA

Strapiona jestem wielce. Nie wiem, czy się uda
Dzisiaj to doświadczenie. (Do Malczewskiego)