Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MALCZEWSKI

Proszę wyjść. Żadnych obelg u siebie nie znoszę.
Za parę dni otrzymasz wszystkie swoje grosze.


STRÓŻ

Juści. — Żegnam pokornie. Takie dziś hołysze
Na świecie, że to żaden Kurjer nie opisze. (Wychodzi)



SCENA III
Ciż sami — bez stróża


MALCZEWSKI

Co za ból — owa zdrada! Ta starego sługi
Kradzież — ta nędza czarna — te haniebne długi —
I ta rzeczywistości niepojęta zgroza!
Idźmy precz — zdala od niej... Tu ponura proza —
A tam przecudne rytmy — tam miłość gorąca
Pięknej Marji z Wacławem — tam promienie słońca...


ZOFJA

Nie smuć się o Jakóba — i ten czyn zdradziecki.
Ach, pięknie opisałeś karnawał wenecki —
I pożegnanie z Marją — i te stepy nasze —
I cmentarz, i kozaka — i to biedne ptaszę,
Co to krąży dokoła... Ach, losy Wacława
Jakże smętne! Ogromna czeka ciebie sława.
Największyś ty poeta z tych, co u nas piszą.
Jeszcze o tobie wieki potomne usłyszą.
Tyś czarodziej — ty światy widzisz niewidome,
Tyś jeden nieśmiertelny, a wszystko znikome...