Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


(Patrząc na Zofję)

Jeszcze jej sen powieki nieświadomie klei —
A może jakoś nędza ta moja przeminie...

(Znów zagląda do książki)

«I pusto — smutno — tęskno w bujnej Ukrainie...»[1]
Książka wydana świeżo, sądu nad nią czekam —
Trwożę się — i nadzieją pieszczę — i narzekam...
Książka ta nowej pieśni duchem przenikniona —
Ty czuwaj nad jej losem, o gwiazdo Byrona!
...Może zbudzić ją ze snu... Biedne moje dziecię,
Zofjo, zbudź się i zjaw się w tym żałosnym świecie.


ZOFJA (budząc się)

Czy Zofja ciebie kocha? Mój drogi, mój miły,
Więcej niż kochać wolno — i niż mogą siły — —
Ach, jaki sen cudowny śniłam w tej godzinie —
Byłam dzieckiem. — Pamiętasz, tam, na Ukrainie,
Jakto Hryć opowiadał nam stare rapsody —
Dzieje Marji, Wacława oraz Wojewody...
Śniło mi się to wszystko — jako barwna wstążka —
I widzę, że tę powieść mieści twoja książka —
Takie to ukraińskie! Takie to jest nasze —
Tak tam pędzą Tatary, tak dzwonią pałasze —
Tak tam słońce czerwone, step zielenią kwitnie,
A ludzie tak kochają gorzko i błękitnie —
Że... ach, ty jesteś wielki, tyś boski, mój drogi!
Oto przed tobą klękam, całuję twe nogi —


MALCZEWSKI

Uspokój się, o biedna istoto!


  1. Przypis własny Wikiźródeł Fragmenty poematu „Maria“ Malczewskiego.