Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ZOFJA

Ale jeszcze będziemy mieli dość pieniędzy.
Zresztą, przecie na ciebie spaść ma dobra scheda...


MALCZEWSKI

Tymczasem jednak grosza nikt mi na nią nie da.
Czy ci lepiej?


ZOFJA

Ach, boli. Jeno oczy muśnij,
Uśpij mię, cudotwórco drogi!


MALCZEWSKI

Uśnij, uśnij.


(Zofja wpada w sen magnetyczny)


MALCZEWSKI (do siebie)

Nieszczęśliwe stworzenie! Ach, jakżem bezsilny
Wobec tej szarej nędzy, co jak pająk pilny
Naokoło dni moich snuje zimną przędzę...

(Bierze książkę ze stołu)

Ta książka! Może ona usunie mą nędzę...
Może sława z bogactwem pod mój dach zawita?
Może na nowo szczęście w sercu mem zaświta?

(Otwiera książkę)

«Ej, ty na szybkim koniu, gdzie pędzisz kozacze?
Czyś zaoczył zająca, co na stepie skacze?»

(Otwiera gdzieindziej)

«Czy Marja ciebie kocha? Mój drogi, mój miły.
Więcej niż kochać wolno i niż mogą siły...»
«Słońce krwawo zachodzi — z niem reszta nadziei...»