Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SCENA I
Malczewski. Zofja
(Zofja ubrana ciemno. Malczewski w długim tabaczkowym
zaniedbanym surducie. Oboje stoją przy stole, na którym
otwarta kasetka do pieniędzy)


MALCZEWSKI

Gdzie jest kres rozczarowań? Niktby nie dał wiary.
Jakób? Ten, co mię niańczyl. Dobry sługa stary.
Znikł od trzech dni. Ostatnie zrabował mi grosze.
Nie przez kradzież, przez zdradę jego męki znoszę.
A miałem tą monetą spłacić liczne długi.


ZOFJA

Uspokój się. Toć bywa, że nas kradną sługi.


MALCZEWSKI

Lecz nigdy nie posądziłbym o to Jakóba.
Próbę mu los wyznaczył. Przemogła go próba.
Co robić?


ZOFJA

Ach, mój drogi, czyś zapomniał o tem,
Ze za tę nową książkę świat ci sypnie złotem?
Ach, zobaczysz, że wszyscy ją będą czytali.