Strona:PL Antoni Kucharczyk - Wiersze, piosnki z naszej wioski.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z całej się szkoły najlepiej uczyłem.
Gdym skończył szkołę, byłem już parobek,
Zacząłem z domu chodzić na zarobek.
Co ja to wtedy uciechy nie miałem,
Kiedy zarobek pierwszy otrzymałem!
Wtedy to sobie kupiłem skrzypeczki,
Nauczyłem się na nich grać piosneczki.
Od tego czasu muzykant młodzieniec,
Dla wszystkich dziewcząt byłem ulubieniec,
Sławą skrzypeczków głośnym był szeroko,
Nie jednej dziewce wpadłem w serce, w oko.
Szesnastoletnim był wtenczas młodzieniec,
Grałem żniwiarkom, kiedy niosły wieniec.
I wtedy na tej zabawie żniwiarzów,
Na której grałem u tych gospodarzów,
Gosposia piękna, czarnooka, młoda
Swoją córeczkę z rąk do rąk mi poda
(Bo kiedy grałem, to dziewczę maluśkie
Wpatrzyło we mnie swe oczka czarniuśkie).
I rzecze — Jantek! pamiętajże sobie
Tę moją dziewkę będę chować tobie!
A czarnooka dziecineczka miła
Z zaufaniem się do mnie przytuliła.
I ja się patrzę tej dziewce dziecinnej,
Ona mi daje swej buzi niewinnej.
Wtedy w mem sercu jakaś zmiana rzewna,
I myśl powstała, że to jest królewna,
W dziecinne ciało zaklęta kopciuszkiem,
O którejm słyszał, gdy byłem pastuszkiem.
Więc kiedy matce oddałem córusię,
Przyrzekłem czekać na małą Magdusię.