Strona:PL Antoni Kucharczyk - Wiersze, piosnki z naszej wioski.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A szkółka wiejska, gdziem przez sześć lat chodził,
Gdzie mi się nowy pogląd na świat rodził —
W którym pobladły tęczowe kolory,
Cudownych bajek z mej pastuszej pory...
Te figle szkolne, przypadki, uciechy,
Psoty, pustoty, pierwsze małe grzechy,
Z których-em zawsze przyrzekał poprawę,
Gdy przyszło za nie iść na »czarną kawę«,
A nauczyciel wziąwszy mię na »górę«,
Hojnie częstował, trzepiąc trzciną skórę.
To pierwsze życia szkolne utrapienia,
Jak gramatyka, tabliczka mnożenia.
Raz (w drugiej klasie wtedy już siedziałem),
Do Marysieńki liścik napisałem,
(Która chodziła też do drugiej klasy),
Ja się w niej kochał już na owe czasy!...
Liścik miłosny, sprawka się wydała,
Miała też śmiechu ze mnie szkoła cała,
Bo nauczyciel kazanie mi prawił,
I ośle uszy z papieru przyprawił.
I pierwszą miłość moją na papierze,
Wstydem i łzami okupiłem szczerze!
Gdzież się podziało to wierzbisko stare!
Gdym ongiś w szkole miał otrzymać karę,
Trzy dni się kryłem! Wydała się sprawa...
I za to była tęga »czarna kawa«.
Lecz wakacye, majówki, piosneczki,
A w egzaminy obrazki, książeczki,
Z których radości i uciechy tyle...
O lata szkolne, jak was wspomnieć mile.
Chociaż do figli, psotów skory byłem,