Strona:PL Andrzeja Zbylitowskiego Epitalamium na wesele Zygmunta III.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszytki zaraz pociechy i wszytkie radości
Serce me nawiedziły w tej zeszłej starości.
Niema tak wiele pereł drogich Tilos w sobie,
Jako wiele grzeczności dał Bóg wieczny tobie,
Ani tak wiele złota Pangeus tracyjski,        145
Ani tak wiele piasku ma Hermus lidyjski,
Jako wiele rozkoszy mnie z tobą przybyło,
Prawie mi się pół wieku znowu zaś wróciło.
Przetoż ciebie (co nie masz początku ni końca,
Twórco niebieskich duchów i lotnego słońca)        150
Za to chwalę, któremu i koło miesięczne
I prędkie wiatry służą, ogień, gwiazdy wdzięczne,
Któryś jeszcze przed wieki sam był tylko w sobie,
A żaden nigdy nie jest niwczym rówien tobie,
I wprzód, nim zasklepione niebo świat przykryło,        155
Niż morze niezbrodzone w brzegach swych stanęło,
Niż ziemie wielożywnej fundament widziany
Albo pozór ten piękny wszytkim rzeczom dany
Niż to, co wdzięczne koło świata obtoczyło,
I co rządnie na ziemi i w niebie stanęło        160
I w morzu, i w szumiących rzekach — niezmierzony
Boże — zwierz, ptastwo, ryby i lud niezliczony,
Tobie dzięki oddaję na czasy wszelakie
Za to, żeś mię zostawił na pociechy takie.



EPITALAMIUM VI.

Melpomene, co swego w ślicznym Helikonie        165
Apollina całujesz kędzierzawe skronie
I słuchasz jego wdzięcznych strun w parnaskim cieniu
I głosu uciesznego przy chłodnym strumieniu,
Życz sarmackim poetom teraz łaski twojej,
Żeby mogli wysłowić cnoty paniej swojej        170