Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XIX.

I dowódź tutaj z gderliwym mentorem,
Że pisarz musi znać serca tajniki,
Serce być winno mu prawem i wzorem.
Lecz czyje serce? Czego? Próżne krzyki!
Serce sąsiada ma stanąć otworem?
Do kroćset! W mojém są równe wybryki.

XX.

Życie jest jedno. Co w życiu ja zrobię,
Choćbym był dyabłem, to w ludzkim sposobie!
„Czyjaż to tedy krytyka? — ktoś woła —
Jegomość piszesz sam chyba o sobie?” —
Nie, lecz jednemu nos biorę, część czoła,
Tu piętę, owdzie... niech zgadnie, kto zdoła.

XXI.

„Ależ to monstrum, chimera, łaskawco,
Twe dziecko ojca nie będzie miéć wcale!”
Ojca? E, bajki! W mym wieszczym zapale
Odbyłem połóg do współki z wydawcą,
Zresztą, is pater est quem nuptiae... palę
Łaciński frazes, chcąc być życiodawcą.

XXII.

Spytajcie znawców i dziś, i przed laty:
Brid’oison twierdzi, że zawsze jest synem,
Ktokolwiek żyje — ślepy czy garbaty,
Niech sobie będzie brunetem, blondynem,
Przez to że powstał, już pięknym jest czynem.
Mego i w dziejów nie przystrajam szaty,