Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
III.

Goły, jak ręka, jak mur na kościele,
Jak srebrny talerz, lub jak mędrca mowa...
Ach, pani płoniesz, gorszą cię te słowa?
Lecz zkąd ktoś twierdzi, spytać się ośmielę,
Że pyszna nóg twych i piersi budowa?
Mógłbyż tak twierdzić, nie wiedząc za wiele?

IV.

Pani mi powiesz, że nieraz wypadnie
Iść podczas wiatru, lub jechać w karecie,
Że widząc stópkę, i nogę się zgadnie,
Że zresztą nóżki twe słyną na świecie...
A ja wręcz twierdzę: — kochano cię zdradnie
I obmówiono zapewne w sekrecie.

V.

Czyliż bo zbrodnią jest zażyć swobody
Wśród czułych wyznań i w czasie upału?
Szerokie łoże dla nagich — to gody!
Daj mi się posiąść, piękna, — a wśród szału
I ciebie samą wnet skuszę pomału.
Trochę pokrzyczysz, lecz rada z przygody.

VI.

Cóż bo w kochaniu jest bodźcem i siłą?
Pozór z fałszywych wdzięków panoramą?
Złoto, pachnidła? O nie, piękna damo,
Kto cię pokochał, kocha ciebie samą;
Suknia jest bronią, a czyliż nie miło
Jest to rozbrajać, co się zwyciężyło?