Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



BAŃKA.




Zapłakał rzewnie Zdzisławek maleńki,
Że wypuszczona z jego własnéj ręki
Mydlana bańka... utwór arcydzieła
Pękła w powietrzu, pękła i zniknęła
O nieraz jeszcze westchniesz moje dziecię,
Bo takich baniek nie braknie na świecie.
Wznoszą się młode w lazurze i złocie,
Wszelkich nadziei mieszczą w sobie krocie,
A potem nagle, jak połysk obłoku
Nikną bez śladu w ociemniałém oku,
Zaledwie czasem w biedném sercu jakiem
Cichej pamiątki przesuną się szlakiem.
Bańki w tém życiu, złudne bańki wszędzie,
Za grobem tylko prawda świecić będzie.






STARA DYKTERYJKA.




„Święty Janie, Józefie, Gerwazy, Protazy!
„Pomóż mi dosiąść szkapy, popchnij parę razy“.
Błagał kmiotek podpity i w różne zygzaki
Rznął sieczkę, jak to mówią, dzierząc się kulbaki
A gdy żaden z patronów pomódz mu nie raczy,
Jak ostatnie refugium zawołał w rozpaczy:
„Wszyscy Święci! ratujcie! bo zginę wśród drogi!“
Przytém tak zamaszysto jakoś ściągnął nogi,