Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


W żałobne odziana szaty,
Bierze lutnią, zrywa kwiaty,
Zwolna idzie do jeziora.
Tam nadziei już daleka
Cieniów krwawych tylko czeka,
I czasami bije w strony
I słucha z troską jedyną,
Póki lekkie, smutne tony
Z szumem wiatru nie przeminą.
A gdy księżyc przed jéj oczy
W zupełnym swoim obwodzie,
Z góry po jeziora wodzie
Srebrzystą wstęgę roztoczy,

Ona myśli, że to stawa
W srebrnej zbroi cień Zdzisława,
Chce go wstrzymać na tym świecie,
Rozpowiada swoje żale,
A gdy milczy, kwiat po kwiecie
Na zwodnicze ciska fale.

Noc już siódma cień rozwodzi,
Kiedy Zdzisław pełen sławy
Z długiéj powraca wyprawy
I w zamkową bramę wchodzi.
Lecz, o jakże wieść straszliwa
Duszę jego wskróś przeszywa;
Biegnie, pędzi, z serca drżeniem
Hedwigi, Hedwigi woła;
Hedwigi lubem imieniem
Brzmiało powietrze dokoła.
I już ledwie sobą włada,