Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Każdy strzela, a co strzeli
To na miejscu!... ani ziewnie!
Każdy wiedzie polowanie,
Każdy siebie tylko słyszy
A niejeden łże Mospanie,
Ale ciszéj, coraz ciszéj,
Aż nareszcie ogień zgaśnie
I ostatni strzelec zaśnie.

r. 182*




DO JĘDRZEJA.




Jędrzeju! Sługo wierny, przyjacielu rzadki
Ty, co ze mną dzieliłeś wojenne wypadki,
Ty, co w całéj zdobyczy z moskiewskich płomieni
Wziąłeś szczotkę, trzy pończoch i kilka grzebieni,[1]
A potem w szybkim kłusie, przed brodatym wrogiem,
Dostałeś dzidą w rękę, przez plecy batogiem,
I za twoje usługi salopką okryty,
W twarde mrozy Kaukazu odwiedziłeś szczyty,
Jędrzeju! Znam twe cnoty, umiem wierność cenić,
Nic mnie w życiu dla ciebie nie zdoła odmienić,
Będziem z sobą, aż póki w ostatecznéj dobie
Ty mi grudki nie rzucisz, albo téż ja tobie,
Ale powiedz człowieku jakaż to uraza
Każe ci draźnić Feba i ćwiczyć Pegaza?
Co dziewice Parnasu mogły ci przewinić,
Że gwałtem ich czciciela chcesz niemym uczynić?

  1. Historyczne.