Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Już na rozciągłéj przestrzeni
W rząd myśliwi rozstawieni,
Każdy podsypkę obziera,
Skałkę ostrzy i obciera,
Suche liście z pod nóg tłoczy
I patyki na bok kładzie
I gąszcz łamie na zawadzie,
By mógł strzelić tam gdzie zoczy.
Nie spi i liszka — nastawia ucha,
Wstrzęsa się i słucha.
Coś nie żarty a czas drogi
Daléj w nogi!
Ale ze sfór psy przejęły
Dwakroć wrzasły i szczeknęły;
Węch ich wiedzie, wiedzie wprawa,
Hałas, tartas, łoskot, wrzawa,
Sztuk, huk, trzask, wrzask... grzmi las cały,
Już i strzelby zaryczały.
Padła wkrótce młodzież cała,
Co i śniegu nie poznała
To na jamach, to przed psami
To w ucieczce przed chartami;
Tak za kaczki, gęsi, kury
Podstradała swoje skóry;
Ale stary łapikura
Kum lisiura
Jeszcze w kniei;
Wié co się święci
Djable się kręci
Ale nie traci nadziei.
Był na jamach, te utkane,
Wrócił do trawy, te zdeptane