Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Za Jackiem szczwacze z chartami na smyczy,
Każdy z nich takie koło konia liczy
Dekreta, Śliczną, Lotkę i Hultaja
W ręku Olexy jeden rzemień spaja;
Togracz, Urwisz, Kaczaj, Śmiałka,
Są działem Michałka;
Stefanek trzyma Chybkę i Ryzuna;
Jednę, Pliszkę i Pioruna
Mały Iwaś bierze,
Z tyłu Fabian na ogierze.[1]
Strzelba na plecach z daleka połyska,
Krzemień z pod krzesiw żartkie iskry ciska,
Z fajek dym bije, jakby chmura płowa
A podróż skraca wesoła rozmowa.
Otóż i knieja,
W niéj nadzieja!
Stańmy trochę tam pod lasem
Kładźmy w strzelby nabój świeży,
Niech jak piorun w cel uderzy;
Jeden prędko niech tymczasem
Porozstawia naszych szczwaczy,
Drugi potém wprzód pobieży
Stanowiska nam wyznaczy.
Od jeziora niech psy zmyka,
Liszka zwykle w trzcinach bywa,
Ale trąbki niech nie tyka,
Cicho podejść zawsze snadnie,
Bo się liszka przenikliwa
Przed hałasem nie wykradnie.

  1. Ówczesne myślistwo Kazimierza Jabłonowskiego w Dubanowicach. Fabian ośmdziesięcioletni strzelec, jak strzelił zawsze się wywrócił. Wlókł się za myślistwem na kulawym ogierze.