Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

303. Nie wskazuj drogi jeżeli jej dobrze nie znasz bo zbałamucisz tylko.

304. Nową plagę Bóg na nas zesłał: Profesoromanię.

305. Rezonujże tu z kanarkami! Im więcej mówisz tém głośniéj wrzeszczą. Miałyżby mieć mandat?

306. Należałoby opodatkować gadatliwość. Od słowa mądrego grosz, od głupiego dukata. Byłyby miliardy.

307. Piękny i rzadki motyl na szpilce wzbogacił zbiór historyi naturalnéj; wielki to pewnie honor dla niego.

308. Głupia kuropatwa nie pojmuje, że lepiéj aby ją człowiek dziś zabił, niżeli żeby ją podły lis zjadł jutro.

309. Dowodziła sroka dudkowi, że on pierwszym mędrcem na świecie.

310. Założyła się sroka z krukiem, kto lepiéj kradnie. Kruk wygrał, bo został kontrolorem.

311. Nie lubisz zgiełku światowego — dobrze. Nie masz próżnéj ambicyi — dobrze. Żyjesz skromnie i spokojnie — dobrze, dobrze, ale nie chciej stawiać jako cnoty, co jest tylko zadowoleniem twojego usposobienia.

312. Mały pies goni póki idziesz a jak staniesz, w nogi! Potem szczeka z daleka. U nas dużo takich psiuków.

313. Wróbel byłby słowikiem, gdyby tylko tak śpiewał.

314. I żółw się spieszy czasem, ale między żółwiami.

315. Łagodnością więcéj osiągnąć można niżeli przymusem; groźba zastraszy lękliwych, ale śmiałych zrobi krnąbrnymi.