Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przedałem, powiększyłem majątek biorąc znaczne dzierżawy, jako to Hrabstwa Jarosławskiego, Starostwa Przemyskiego i t. p. — Żyłem zawsze z ludźmi i dobrze na tém wyszedłem, bo mogłem wam dać lepsze wychowanie, niż je sam otrzymałem“.
Kochałem i szanowałem mego Ojca, ale w miarę jak mi czas nasuwa punktów porównania, cześć dla niego zdaje się wzmagać w mojem sercu. Powtarzam teraz często nie jedno jego zdanie, jego przestrogę, których słuchając nie myślałem nawet, że je pamiętać będę. — Żywot Ojca stał się wzorem dla dzieci. Jego charakter prawy, rozum nie błyszczący świetném ukształceniem, ale głęboki, logiczny, — dobroć nieprzebrana — uprzejmość — uczynność, zjednały mu powszechny szacunek. — Jako człowiek i jako Polak, był on w całém znaczeniu wyrazu: Bez skazy. O nim sumiennie można było powtórzyć: Le Ciel n’est pas plus pur que le fond de son âme.
Dobra sława Ojca jest drogą spuścizną dla dzieci — ale i dzieci szanując Rodziców składają jakby grosze do kasy oszczędności, które kiedyś w kapitalik urosną. Kiedy już Ojca, Matki, niema — o, jak błogie uczucie napełnia serce wznosząc oczy w te światy tajemnicze, gdzie mieścić lubimy choć cząstkę tych, których kochaliśmy, którzy nas tyle kochali w tém życiu. — Jeżeli zawsze Boga błagałem aby uczynił dzieci moje godnemi mego błogosławieństwa — co otrzymałem hojnie — to pewnie więcéj ze względu na ich dalsze szczęście, niż na moje własne. Bo ci, co nic sobie do wyrzucenia nie mają, słusznie i po swoich dzieciach spodziewać się mogą pociechy — ze spokojném sumieniem wspominać będą czas spędzony