Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Felix Boznański był Raporterem, a kiedy Orzelski na swojéj karteczce, skurczywszy index na piórze, jak Turek nogą na kulbace, zaczął pisać z zadziwieniem i rozweseleniem razem czytających mu przez ramię: Kara śmierci, Boznański zwrócił ku niemu krucyfix i rzekł: „Na rany tego pisz lepiéj!“ Wtenczas powstał śmiech, jak pewnie nigdy w żadnym sądzie nie słyszano, a winowajcy nie otrzymali i połowy kary, na którą zasłużyli.
Nie tak uciesznie skończyła się sprawa w Lublinie, o któréj moim zwyczajem zacząłem mówić i nie skończyłem.
Jako Raporter nie wotowałem w sądzie, Bogu dzięki, a jednak przykre to dla mnie przypomnienie.
Kapral 13go pułku piechoty stojącego w Zamościu, wyszedł w nocy z ośmiu żołnierzami na łówkę kartofli. Wracając koło karczmy, pociągnięci wonią anyżu, pukają do drzwi, a gdy żyd nie głupi otworzyć nie chciał, odbijają okiennicę siekierą, włażą przez okno, piją do woli, a na końcu (tu sęk!) żądają pieniędzy. Dostało się każdemu, dobrze pamiętam, po 5 zł. gr. kilka.
Oskarżeni o kradzież z wyłamaniem zamknięcia, czyli mówiąc po polsku, o rabunek, stanęli przed sądem. Winę kaprala powiększała ta okoliczność, że był zbiegiem rosyjskim, nie można go było za nowego żołnierza uważać, że podkomendnych namówił do marody, że nareszcie postawił jednego na straży, nim się do karczmy zbliżył, co dowodziło wcześnie z namysłem chwycone przedsięwzięcie. Na jego zaś uniewinnienie można było powiedzieć, że wyszedł z wojska rossyjskiego, gdzie złodziejstwo jest pią-