Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mowa, w któréj często Jenerał Krukowiecki głos zabierał, zanadto wykraczała z dworskiéj etykiety aby podobać się mogła. Ale co gorzéj, w drugim obok pokoju, gdzie bracia szlachta różnych stopni śniadała, nie było przyzwoitéj ciszy. Nikt tam nie byłby dostrzegł czołobitnego uszanowania, które nam powinna była narzucić bliskość tak Dostojnych Osób. Wychylano kieliszki aby zalewać niemiłe uczucie, co się z serca parło. Za liczbą kieliszków szła i głośniejsza rozmowa, — nareszcie kto chciał stawał we drzwiach i bez ceremonii przypatrywał się i przysłuchiwał, co się działo przy stole cesarskim. — W kilka dni potém Wielki Książe sprowadził kilka pułków jazdy rossyjskiej do St. Denis, — wyraźnie więc dla pokazania tam konsystującemu wojsku polskiemu. Musieliśmy być przytomni manewrom, które miały nam powiedzieć: Patrzcie! to jest wojsko! Nie mogliśmy nie podziwiać postawy żołnierza po tak długiéj kampanii, ale nie zmieniliśmy przekonania, że szczątki naszego wojska jako wojsko o wiele wyżej stało. W końcu ostatniej kampanii sam wybór tylko pozostał i nikt pewnie nie widział ułanów tak Gwardyi jak i Linii odpartych w ataku. — Jako świadek bezstronny, a świadek co wiele widział i wiele myślał, mogę śmiało powiedzieć, że dużo, dużo czasu upłynie, nim taki pułk, jakim był pułk ułanów czyli polskich Lancierów Gwardyi Cesarskiéj, — pułk takich dzielnych żołnierzy a jeszcze dzielniejszych oficerów i w takich wojnach wyćwiczony, rozwinie swój sztandar w jakimbądź kraju. Mogłem był do niego należeć i teraz tém się poszczycić, bo w Dreznie Jenerał Krasiński ofiarował