Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mi w nim miejsce, ale nie mógłbym był wstąpić jak tylko w stopniu porucznika. Z kapitana na porucznika, acz porucznika gwardyi, zawsze to był krok wsteczny, — dlatego nie przyjąłem i pozostałem w znienawidzonym mi Sztabie, gdzie mnie Protôt dręczył niepotroszę.
Pułkownik Protôt, później Jenerał, był na czele oficerów sztabu księcia de Neufchatel. — Chudy, mały Francuz zadzierał głowy a przeto i nosa dla nadania sobie większéj powagi. Bywał często podobny do pedagoga jakiéj wiejskiéj szkółki... Ale i my, prawdę mówiąc, zakrawaliśmy czasem na swawolnych a nawet i krnąbrnych studentów. Protôt wymagał aby nietylko ci co byli na służbie ale i wszyscy oficerowie otaczali go zawsze w marszu, co było prawie niepodobieństwem. Cesarz jeździł zwykle jak Cesarz, to jest jak mu się podobało, konno lub karetą, ale zawsze prędko. Chcąc być zawsze ze służbowymi szwadronami trzeba było konia nie żałować, konia, który jeszcze téj saméj doby mógł był być skazany na kilkomilową wędrówkę. Nie można także było odstępować koni powodnych, bo gdzież ich potém szukać?! W czasie bitwy, albo kiedyśmy się jej spodziewali, byliśmy wszyscy na rozkazy, jakby wszyscy na służbie, ale w marszu zwyczajnym ci co nie byli na służbie, jechali sobie jak im wypadło... naprzód, z tyłu, wolniéj, prędzéj, byle na czas stanąć na miejscu oznaczoném. Protôt tego nie lubił, — kręcił się jak mucha w ukropie, wołał, gniewał się, oskarżał nawet ale wszystko nadaremnie. Ciężko mu było oficerów liniowych przeistoczyć w nadskakujących sztabowców. Dobrze jednak