Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


On ci jutro nosa utrze,
A za łeb weźmie pojutrze;
I od łyczka do rzemyczka
Z owych figlarnych obrotów
Koniec końców zjeść cię gotów.

Pudel.

To mi łakoć! Daj go katu!
Uśmierz bratku próżną trwogę,
Zostawię cię na cześć światu
I mych żartów nie powtórzę.
Ale smucić się nie mogę
Więc wam powiem o wieczorze,
Co nam wczoraj Małpa dała.
Tam kompanja dosyć miała
Czem się bawić i drwić z czego,
Bo tam było do wyboru
I szczytnego i śmiesznego
Jakby u jakiego dworu.
Najprzód obcy Łabędź biały
Powszechne robił furore.
Wszystkie gąski młodopióre,
Tak gęgały, tak gęgały,
Że hałasu co niemiara;
Ale nie dziw, bo to gąski,
Szyje długie, rozum wązki;
Lepsza była szkapa stara,
Co sarniuka zwabić chciała:
To się niby fasowała,
To cofała, to wierzgała,
To znów skokiem od niechcenia
Kładła wdzięki go przejrzenia.